Ta joj, ta Józik
Wersja oryginalna

"Tajoj" mni nazywaju,
dzie tylku zjawi si,
uśmich na ustach maju
tam,dzie zubaczu mni.
Ja si tym nie przyjmuji,
Bogu dzienki jestym zdrów,
sam si tyż dobrzy czuji,
ży rypryzyntuji Lwów.
Katuwicy, Poznań, Puck,
Warszawa, Wilnu, Łuck,
dzie tylku zjawi si,
tam wszysku do mni mkni.
"Tajoj Jóźku, nie rób hecy,
co tu robisz, zara mów,
widzy, ży masz tengi plecy,
z gemby widać cały Lwów.
Zamarstynów1 i Kliparów2
tam dzie wiary naszy ćma,
pozdrów lwowoskich tyż batiarów,
takich Jóźków, jak i ja.

Pujichałym raz du Gdańska,
aby zwiedzić stary gród,
mina u mni wielkupańska,
nu i zamaszysty chód.
Z tretuaru sobi schodzy,
wtem auto z całych sił
trunciłu mnie pu drodzy,
jam już pud autym był.
Ja leżym jak ten byk,
pulicja, ludzi w krzyk,
a szofyr do mni hula
i tak krzyczy w mig:
"Ta joj" Jóźku, ta daj pyska,
co tu robisz, zara mów,
niech przypatrzym ci si z bliska,
z gemby widać cały Lwów.
Jak tam Rynyk?3 Czy Ratusz4 stoji?
Przed Ratuszym czy so lwy5?
Czy śpiwaju toi roi
"Ta joj" Jóźku, tak jak ty?

Du Gdyni pujichałym,
aby zwiedzić polski port,
marynarzy tam widziałym,
każdy miny miał lord.
Chwytali mni pud rami,
zdumiałym wnet jak Grek
i krzyczu: Jóźku z nami
zwiedzisz Afryki brzeg.
W Afrycy tam wśród dun,
gdy morza ucich szum,
"Ta joj" Murzynów wrzeszczał
do mni cały tłum:
"Ta joj" Jóźku, hau du ju du,
gud baj, mister, jak si masz?
Dziś zabawim si byz trudu,
ty nam lwowski kuplet dasz.
Za to damy ci banany
i Murzynki pienknych ras,
wienc si puszczaj w dziki tany,
"Ta joj" Jóźku, bodajś trzas!

czarter jachtu  powrót do poprzedniej strony